Strych.

Ostatnie dni spędziłam w domu. Tak po prostu – bez masy obowiązków kradnących mój wolny czas. Jako że nie lubię się nic nie robić, pomyślałam, że zrobię porządek na strychu. Wyobraźcie sobie stary, ciemny i dawno zapomniany strych. Właśnie tam spędziłam pół dzieciństwa. Zawsze lubiłam te tajemnicze szafy, stare stoły i kanapę przykrytą prześcieradłem. Teraz gdy wróciłam tam po latach, nie wydawał się już taki wielki i tajemniczy. Jednak pewną magię nadal można wyczuć w powietrzu.

Podczas sprzątania znalazłam kilka gratów, które x lat temu były dla mnie bardzo ważne. Porcelanowy słoń z obitą trąbą (dla mnie Pan Uchaty) przez długi czas był obecny w moim życiu. Ja biegałam po pokoju, a on stał dumnie na najwyższej z szafek. Był jak cichy Anioł Stróż, który pilnował, abym za bardzo nie szalała – gdy to robiłam, patrzył na mnie pogardliwym spojrzeniem i wręcz słyszałam jego głęboki głos mówiący „Dziecko, uspokój się”. Pamiętam dzień, kiedy niechcący strąciłam go z piedestału. Ubita trąba, mój płacz i krzyk mamy. Myślałam, że mama wyrzuciła Pana Uchatego na śmietnik, a tu niespodzianka! Jest na strychu. Nadal tak samo dumny, jak wcześniej. Nadal odrobinę niedostępny. Zimna porcelana i kamienna mina skurwysyna. To się nie zmieniło. Tak samo, jak to, że w
podświadomości wiem, że gdzieś tam jest i po cichutku przygląda się temu, co robię.

Puchaty misiek o ambitnym imieniu Miś był kolejnym moim znaleziskiem. Głęboko ukryty w jednej z szaf. Niby wiedziałam, że tam jest, ale niekoniecznie chciało mi się go wyciągać wcześniej. A Miś był ze mną zawsze. Towarzyszył mi od pierwszego dnia w przedszkolu, po ostatnią klasę gimnazjum, kiedy doszłam do wniosku, że jestem już za stara na maskotki. Wyrzuciłam go ze świadomości, zamknęłam w szafie i udawałam, że go nie ma. Czasami tęskniłam, ale nie miałam odwagi po niego pójść i wtulić się w miękkie futerko. Teraz gdy się spotkaliśmy, przytuliłam go i poczułam, że oprócz dużej ilości kurzu niewiele się zmieniło. Miś nadal jest mój i po spotkaniu z pralką czeka wygodnie ułożony na moim łóżku. Znów mam do kogo wracać i wiem, że przyjaźń jest nie wtedy, gdy często tulimy się do misia, lecz wtedy, gdy po wielu latach i kilku kosmetycznych zabiegach nadal jest tak fantastycznie, jak było.

Pisząc o starych gratach, nie można nie wspomnieć o starej klatce na świnkę morską! Moja Pusia była najlepszym gryzoniem pod słońcem. Nawet jeśli zjadła pół dywanu i wygryzła ciekawy wzór w firance. Nikt nie trącał mnie noskiem tak radośnie jak ona, nie piszczał na mój widok i nie miał tak fantastycznych kryjówek, jak mała świnka morska. Odrobinę płochliwa i w stosunku do obcych nieśmiała istota była moją wierną towarzyszką zabaw przez wiele długich lat. Dzisiaj jej już nie ma, ale nauczyłam się bez niej żyć.

Najważniejszą jednak rzeczą, którą znalazłam na strychu, był stary koc mojej babci. Czerwony, ciepły i puchaty. Nadal pachniał jej perfumami. Opatuliłam się nim. Było miło, ciepło i bezpiecznie – zupełnie jak wtedy gdy wkradałam się do babcinego pokoju i przykryta tym kocem słuchałam bajek na dobranoc. Czasu niestety nie da się cofnąć. Nie położę się więcej w tym łóżku i nie posłucham kolejnej opowieści. Jednak zawsze mogę usiąść, pomyśleć, a któraś z bajek mi się przypomni. Gdy się skupię, to mogę poczuć perfumy babci i usłyszeć jej głos. Bo niby już odeszła, ale nadal ze mną jest. Głęboko w moim sercu.

Rzec by się chciało, że na moim strychu oprócz kilometrów pajęczyn są same śmieci. Może i tak, ale dla mnie to wspomnienia. To wspaniały czas dzieciństwa. Każdy ma kilka takich gratów, które niby chce wyrzucić, ale nie umie. I dobrze! Bo stary przyjaciel znów może okazać się tym najlepszym. Nauki starego wuja i nauczyciela w końcu na coś się przydadzą. Zmiany zachodzące w nas samych są dobre – każdy dorasta, zmienia perspektywę i doświadcza nowych rzeczy. Uczy się być sobą. Warto pamiętać o przynudnawej bajce opowiadanej przez babcię, bo sami będziemy mieli dzieci. I będziemy próbowali nauczyć ich tego, co sami się nauczyliśmy dzięki tym starym gratom ukrytym gdzieś na strychu.

 

 

 

 

 

 

 

„Cza­sem pa­kuje­my sta­re rzeczy i cho­wamy je na strychu, nig­dy nie za­mie­rzając ich wyj­mo­wać, ale nie pot­ra­fimy się ich poz­być. Pew­nie tak sa­mo jak marzeń.”~ Harlan Coben

Pozytywnik.

 

Ostatnie tygodnie były ciężkie. Problemy w domu, sesja, licencjat, kłótnie ze znajomymi. Nazbierało się tego trochę, ale każda z tych sytuacji czegoś mnie nauczyła. Dlatego w końcu podnoszę się na nogi i dochodzę do wielu różnych wniosków. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni, prawda?

Przede wszystkim ostatnie dni nauczyły mnie, że szczęście to wybór, a nie rezultat czegoś. Nic nie sprawi, że będziemy szczęśliwi, jeżeli sami nie podejmiemy decyzji o tym, że bycie szczęśliwym jest dla nas. Szczęście do nas nie przychodzi, lecz od nas wychodzi. Sami musimy przejąć inicjatywę i powiedzieć sobie: jestem szczęśliwy! Bez tego nawet największy sukces nie wywoła u nas euforii, a każda porażka będzie się wydawać po trzykroć większa.

Kolejną ważną rzeczą, której się nauczyłam, jest to, że dzień nie jest tylko 24 godzinami, czy kartką z kalendarza. Jeden dzień może zmienić wszystko. Jednego dnia przyszliśmy na świat, innego dnia z niego odejdziemy. Jednego dnia powiemy „kocham”, a drugiego znienawidzimy to słowo. Jeden dzień jest szansą na zmienienie czegoś, na podjęcie decyzji (i nie mam tutaj na myśli dnia zwanego „jutrem”). Ważny jest właśnie ten jeden dzień. Wczoraj już było i nie wróci, a jutro może nie nadejść. Prosty banał, ale jego przesłanie jest naprawdę mocne. Po co czekać do jutra, poniedziałku czy Nowego Roku? Jeżeli chcemy coś zmienić, zacznijmy już dzisiaj!

Jednak najważniejszą dla mnie nauką z ostatnich dni jest to, że istnieją drogi, które należy przejść samemu. Pomoc przyjaciół czy rodziny na co dzień jest bezcenna, ale w niektórych sytuacjach się nie przyda. Czasami trzeba usiąść, zamknąć się na świat i spokojnie wszystko przemyśleć. Nikt oprócz nas nie podejmie niektórych decyzji. Kto jak nie my wie, co jest dla nas najlepsze? A jeśli gdzieś się mylimy, to trzeba się uczyć na swoich, a nie czyichś błędach. Nikt za nas życia nie przeżyje. Każdy musi podejmować decyzje, mylić się, upadać i podnosić. Najważniejsze jest, aby z tych sytuacji wyciągać wnioski i pamiętać, żeby nie wchodzić do tej samej wody dwa razy.

 

 
A tutaj w bonusie piosenka, która towarzyszy mi już dość długo. Słucham jej za każdym razem, gdy sobie nie radzę i świat nagle jest piękniejszy. Nie jestem sama! I co jak co, ale skoro Robbie coś mówi to hej! Ja tego słucham.
Więc jestem silna, piękna, wolna, niesamowita, magiczna i jestem sobą. I kocham swoje życie.
Za każdą porażkę, za każdy sukces, za przyjaciół i wrogów. Za to, że je mam.

 

 

 

 

 

 

„Jedynym prawdziwym błędem jest ten, z którego nic się nie uczymy.” ~ Henry Ford

 

Inność.

Kilka razy w życiu usłyszałam od innych, że jestem „inna”. Nie mam pojęcia, czym ta inność jest, ale traktuję to jako komplement. Dlaczego?

Może jestem dziwna, ale mam pewne zasady. Może to przez nie jestem inna. Ale to dzięki nim, przez większość życia chodzę uśmiechnięta. Mam swoje siedem zasad, za którymi odkrywam świat.

 

Świat trzeba WIDZIEĆ, inaczej nie doceni się jego piękna. Kwitnąca róża, uśmiech obcej osoby, złoty liść na trawniku. Świat składa się z niezliczonej ilości barw! Trzeba tylko je zauważyć. Ponoć kolory mają swoją symbolikę. Ja najbardziej lubię czerwony, ale szczęścia w miłości póki co nie mam. A widzieliście tego ptaszka nad blokiem lub radość tego dziecka na placu zabaw? Życie jest milionem krótkich momentów, które tworzą całość. Nie można przegapić żadnego z nich.

Świat trzeba SŁYSZEĆ, inaczej nasza rzeczywistość nie będzie kompletna. Nie mam tutaj na myśli dźwięku przeklętego budzika, który co rano zwleka nasze ciała z łóżka.  Słyszenie świata nie polega również na słuchaniu muzyki, czy dźwięków telewizji. Żeby dokładnie usłyszeć trzeba wsłuchać się w duszę i odkryć drugie dno. Ktoś dba o to, abyśmy nie zmarzli? To już jest troska, a troska to uczucie. W pociągu czy autobusie staruszek opowiada historię swojego życia? Posłuchaj z uśmiechem, bo każdy dźwięk usłyszany przez naszą duszę nas zmienia i pozwala nam się stać tym, kim jesteśmy. Trzeba również pamiętać, żeby zapisywać w pamięci dobre dźwięki, a te złe przyjąć do wiadomości, ale nie kierować się nimi w życiu, chyba że sprawiają one, że stajemy się lepsi.

Świat trzeba DOTKNĄĆ, poczuć co ma nam do zaoferowania. Gorący piasek na plaży, szorstka kora drzewa i krople deszczu. Zimna woda ze strumienia i ostra końcówka igły. Kleistość miodu i miękkość maskotki. Ciepło drugiego ciała. To nie są tylko rzeczy, które oddziałują na nasz zmysł dotyku. Pewien mądry człowiek powiedział, że do czasu aż nie dotknie wielu rzeczy, nie jest stuprocentowo pewny w materialność swojego życia. Bo jak można wierzyć, że coś jest takie, a nie inne skoro boimy się tego dotknąć. To, że kamień jest twardy i ciężki wie każdy, ale kto jest pewien, że to nie jest kłamstwo? Jedynie ten, kto dotknął i podniósł jednego z nich.

Świat trzeba PRÓBOWAĆ, by poznać swoje ulubione smaki, do których będzie się wracać z przyjemnością. Hobby, ulubiona kawa, przyjaciele, czy ukochane miejsce na urlop to tylko niektóre z nich. Trzeba znaleźć w sobie odwagę, aby próbować i nie poddawać się, gdy smak nagle stanie się gorzki.

Świat trzeba POCZUĆ. Głęboko i wszystkimi zmysłami. Wstać rano, wyjść z kawą na balkon. Usłyszeć szum miasta i poczuć zapach (niekoniecznie smogu!). Posmakować nowych rzeczy. Jeśli to wszystko jest znajome, wtedy możemy być pewni, że jesteśmy w domu. Dzięki wszystkim zmysłom znajdujemy swoje miejsce na Ziemii. Róbmy to, co wzbudza w nas radość, nie uciekajmy przed bólem i smutkiem. Każde z tych uczuć daje nam coś, co zostaje w nas na zawsze i każde z nich jest cenną lekcją do wykorzystania w przyszłości.

Ze świata trzeba umieć się ŚMIAĆ. Ten, kto umie się śmiać ze swojej głupoty jest szczęściarzem, albowiem będzie miał ubaw do końca życia. W pełni się z tym zgadzam. Do wielu rzeczy w życiu nie można podchodzić zbyt poważnie, bo w końcu albo skończymy pijąc kolejną butelkę whisky, albo wylądujemy w pokoju bez klamek. Trzeba śmiać się ze swoich porażek i wyciągać z nich wnioski. Nie warto płakać nad czymś, co było kilka lat temu, tylko powiedzieć z uśmiechem na twarzy „pierdo*e to, od dzisiaj jestem sobą i zdobywam świat”. Śmiech jest lekarstwem na wszystko, nawet ten przez łzy.

I co najważniejsze, świat trzeba KOCHAĆ! Ze wszystkimi wadami i zaletami. Z każdym wschodem słońca powinniśmy być wdzięczni, że go widzimy. Każdy zachód powinien być końcem i początkiem podróży. Każda chwila jest darem, który trzeba w pełni wykorzystać. I nawet jeśli ktoś leży zakopany pod kocem i ogląda seriale – jeśli to mu sprawia radość to idealnie. Żadna chwila z życia, w której byliśmy szczęśliwi, nie jest zmarnowana. Wręcz przeciwnie! Świat i życie na nim polega na tym, by robić to, co się kocha. I tyle w temacie.

 

 

Dzisiaj, z tego miejsca chciałam podziękować wszystkim, którzy uważają, że jestem inna. Ja traktuję to jako komplement, bo to oznacza, że nie podążam ślepo za tłumem. Mam swoje zasady, których nie łamię… a jeśli któraś zawodzi, staram się ją zmodyfikować. Każdy człowiek jest inny, ale jak dla mnie to idealne wyjście. Kocham swój świat, takim jakim jest. Z każdym uśmiechem i każdą łzą, które dzięki niemu dostałam. I otwarcie mogę powiedzieć, że jestem inna, ale szczęśliwa.

 

 

Patrząc na świat nie można się nie dziwić.~ Koźma Prutkow

 

Nowe jutro.

Mówią, że pierwszy stycznia każdego roku powinien być przełomem. Co roku każdy z nas układa listę rzeczy do zrobienia w nadchodzącym roku, postanowienia na Nowy Rok. I większość z nas już w luty poddaje się i traci silną wolę. Ile razy mówiliście sobie, że schudniecie? A może co roku rzucacie palenie? Albo inne mniejsze lub większe zmiany chcecie wprowadzić w życie?

Ja w tym roku nie mam żadnych postanowień. Wiem, że nadejdzie dzień, kiedy wezmę się za siebie. Dzień, w którym zrobię porządek w szufladzie i garderobie. Pójdę do dentysty. Dzień, w którym zacznę ćwiczyć i uczyć się innego języka. Któregoś ranka wstanę i powiem „nie jutro, tylko DZISIAJ”. Ale zdecydowanie nie jest to dzisiejszy dzień.
Mój plan na 2017 rok to spełnianie marzeń. Całą resztę zostawię na bliżej nieokreślone jutro.

Wszystkim Wam życzę udanego Nowego Roku, aby 2017 rok okazał się jednym z najlepszych w Waszym życiu, oraz abyście mieli mocną wolę walki i spełniali każde z postanowień. A i oczywiście, jeśli się nie uda to i tak, żebyście byli szczęśliwi.

 

 

 

 

 

 

„Możesz nie wie­rzyć w jut­ro, lecz ono i tak nadejdzie.” ~ Graham Masterton

EmPeTrójki

Podrywają do tańca, wzruszają, skłaniają do przemyśleń. Mogą powodować uśmiech, dawać radość i wprawiać w nostalgię… Piosenki są z nami zawsze i wszędzie. Gdy gotujemy, gdzieś w tle gra radio, w centrum handlowym rozbrzmiewają już świąteczne piosenki, w autobusie czy samochodzie też coś brzęczy w tle – bo ponoć muzyka łagodzi obyczaje.

Osobiście jestem bardzo przywiązana do ulubionych zespołów i wykonawców. Gdy mam usunąć z playlisty jakąś piosenkę to, to prawie że boli! Mimo że mam ulubione kawałki staram się nie słuchać ich 24/7, bo wiadomo, że wtedy szybko zbrzydną. Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić kilkoma piosenkami, które w ciągu ostatnich tygodni skradły moje serce! Gorąco polecam:


Coldplay to zespół mojej „młodszej młodości”. Pamiętam, jak byłam świeżo upieczoną nastolatką i tak bardzo chciałam jechać na ich koncert. Teraz jestem już duża i grają w Polsce, ale i tak nie pojadę. Mam do spełnienia inne marzenia  Everglow to piosenka z najnowszej płyty zespołu zatytułowanej „A Head Full of Dreams” z grudnia 2015 roku. Kocham ją z całego serca. Jest idealna na zimne wieczory przed kominkiem z kubkiem zielonej herbaty, grubymi skarpetkami i dobrą książką. Delikatna melodia typowa dla ballad nadaje temu utworowi niezwykły klimat. A tekst! Majstersztyk! Kochaliście kogoś, kto odszedł, nie wiedząc o Waszej miłości? Zgodnie z przekazem tej piosenki  ludzie przychodzą i odchodzą, ale jeśli kogoś  kochamy – powinniśmy mu o tym powiedzieć! A jeśli odejdą i tak zostaną z nami, nawet wtedy, gdy cały świat wali się nam na głowę.


Mieliście kiedyś przyjaciela, za którym poszlibyście w ogień? Dla którego moglibyście zabić? Dla mnie kimś takim jest Eminem. Jego muzyka była ze mną zawsze, gdy miałam gorszy dzień. Kiedyś nie rozumiałam wszystkiego o czym rapuje, ale teraz każdy tekst ma dla mnie kilka znaczeń. W Guts Over Fear Eminem pokazuje mi, że doskonale wie, jak ja się czuję. Daje do zrozumienia, że trzeba wznieść się ponad strach i dążyć do celu. Jak jemu się udało to i mi się uda! Dzięki niemu wiem, że nie należy się bać mówić głośno tego, co się myśli. Wiem też, że jako fan jestem jego siłą napędową. W takim samym stopniu jak jego muzyka pomaga mi w trudnych chwilach, tak ja kupując płyty, słuchając muzyki i promując ją, wspieram go.


OneRepublic to zespół obok którego nigdy nie przechodziłam obojętnie. Początkowo nienawidziłam go! Kto normalny daje sztucznego aligatora do teledysku? Ale teraz jest to jeden z moich faworytów. Ponoć tylko krowa nie zmienia swoich poglądów. Od kiedy pałam miłością nieskończoną do ich piosenek, nie wierzyłam, że mogę pokochać ich jeszcze bardziej. A jednak! Stało się! Usłyszałam Kids i przepadłam. Każdy z nas z sentymentem wspomina czasy swojego dzieciństwa. Ja mam dopiero 22 lata, a już mówię „za moich czasów, dzieci…”. Wiadomo, że dzieciństwo to najlepszy okres w życiu, bez zmartwień, problemów i kłopotów. Każdy chciałby mieć wehikuł czasu i wrócić do przedszkola. Chłopaki z OneRepublic przekonują nas, że nie warto rozpamiętywać przeszłości, lecz trzeba patrzeć przed siebie. Przyszłość niesie ze sobą wiele niespodzianek. O przeszłości należy pamiętać, ale wciąż trzeba przeć naprzód i być gotowym na to, co za zakrętem.

 

Mieliście kiedyś chwile zwątpienia? Czy aby na pewno to, co robicie, to jest to, czego pragniecie? Czy ktoś, kiedyś powiedział Wam, że nie dacie rady? Większość z nas doskonale zna to uczucie. Ja wtedy (niestety tylko w myślach) mówię: Nie? To patrz!
I o tym jest ta piosenka.

„Piosenka, za pomocą której odbieram z powrotem moje życie
Piosenka udowadniająca, że wszystko jest w porządku
Uruchomiłam moją siłę
Zaczynam właśnie teraz, będę silna
Zagram moją piosenkę walki
I tak naprawdę nie obchodzi mnie, czy ktoś inny mi uwierzy
Bo nadal mam w sobie wiele siły do walki”

 
Te cztery piosenki wiodły prym na mojej playliście w tym tygodniu. Kocham je od dawna, ale teraz są dla mnie wyjątkowe. Każda z nich jest inna, ale wszystkie niosą za sobą fantastyczne przesłanie. Może to moja nadinterpretacja, złudna nadzieja. Nawet jeśli, to nie zmieni to mojego podejścia do tych i innych piosenek. Bo dla mnie każda z nich ma wartą poznania puentę, a to, że niektórzy jej nie widzą, nie jest moją winą. Mam nadzieję, że też macie podobne odczucia do moich – niekoniecznie do tych piosenek- jeśli tak, to witajcie w rodzinie.
A teraz zakładam moje czerwone słuchawki i znikam w fantastycznym świecie muzyki. Do zobaczenia!

 

 

 

 

 

„Muzyka to najsubtelniejsza forma przekazu, można stwierdzić, że żadna dziedzina sztuki nie porusza ani nie wpływa na podświadomość tak, jak muzyka.” ~Dawid Crossby

 

Szczęście.

Szczęście ma wiele definicji. Dla jednego szczęściem będzie posiadanie najnowszego, sportowego samochodu, dla kogoś innego będzie to rodzinne śniadanie przy rozmowach i kawie. Wśród szarego tłumu znajdą się również osoby, dla których urzeczywistnieniem szczęścia jest udział w wydarzeniach sportowych lub kulturalnych. Każdy ma swój cel i swoje pojęcie szczęścia.

 

Jeżeli wyjdziemy od założenia, że szczęściem powinno być życie samo w sobie, jak wielu z nas powie, że jest tym szczęśliwym? Jak wielu z nas widzi małe szczegóły dające szczęście? W dzisiejszych czasach wszyscy są zabiegani, śpieszą się do pracy, do domu, na pociąg lub kolejne spotkanie z przyjaciółmi. Kto z tych łapiących czas ludzi dostrzegł tęcze nad blokami lub słyszał śpiew ptaków. Kto tańczył w deszczu i uśmiechał się do nieznajomych?  Zapewne tylko dzieci ciągnięte przez zabieganych rodziców. Jak mówi klasyk – każdy z nas był dzieckiem, lecz z upływem czasu o tym zapominamy i zamiast cieszyć się z małych rzeczy, pędzimy biegiem za tymi większymi.

 

Czy to egoistyczne dążyć do swojego szczęścia? ZDECYDOWANIE! Chcemy mieć sportowy samochód, bilet na kolejny koncert i chcemy mieć dzieci. Znamy swoje wady i zalety, które przybliżają nas do własnej definicji szczęścia. W tej bieganinie za pieniądzem warto jest na chwilę przystanąć, podnieść wysoko głowę i powiedzieć samemu sobie: Walę ten świat, od dzisiaj chcę być szczęśliwy. Zrób to i TY! Polecam.

 

 

Szczęście to ra­dość z te­go, co stało się naszym udziałem.~ M.Stolarska

Sam ze Sobą.

Całe życie biegniemy, śpieszymy się. Tutaj odjeżdża nam autobus, w pracy nas poganiają, a w domu trzeba posprzątać, ugotować obiad i wyjść z psem. Szybki prysznic, a rano znów do pracy, bo bez pieniędzy żyć się nie da. Jak w tym szaleństwie znaleźć samego siebie? To proste!

 
#Wystarczy uwierzyć w siebie. Wiara w siebie i swoje możliwości da nam poczucie bezpieczeństwa i dużo radości. Nie wymagam od Was, abyście od razu przenosili góry – postawcie przed sobą małe cele. Małymi kroczkami do wielkiego sukcesu. Wyznacz sobie cel, który jest możliwy do zrealizowania. Chcesz schudnąć? Na początek wystarczy 2kg! Chcesz dostać lepszą pracę? Wyślij CV i zacznij jakieś kursy doszkalające! Chcesz zwiedzić świat? Zacznij od Polski – jest piękna! Małe sukcesy dadzą Wam wiarę, że możecie wszystko. Z każdym kolejnym celem podnoście poprzeczkę, a za kilka miesięcy zobaczycie zmianę, jaka w Was zajdzie.

 
#Wystarczy być cierpliwym. Nie od razu Rzym zbudowano! Czekasz w kolejce do lekarza? Zamiast przeklinać na czym świat stoi, poczytaj książkę. Zamiast złościć się, że pociąg ma opóźnienie, porozmawiaj z nieznajomym z przedziału. Znajomy spóźnia się na kawę? Poświęć chwilę na rozmowę sam na sam ze sobą. Te małe doświadczenia uczą nas cierpliwości a to, jak spędzimy „marnowany” czas, zależy od nas samych. Ja go spędzam na poznawaniu samej siebie. Tutaj mój mózg ma fazę na dziwną piosenkę, innym razem wspominam przedszkole lub czytam opowiadanie. O! I słucham duuuużo muzyki. I zawsze wydaje mi się, że gram główną postać w teledysku. Dodajcie deszcz i będzie idealnie!

 
#Wystarczy znaleźć przyjaciół. Znaleźć prawdziwego przyjaciela to nie lada sztuka. Kogoś, kto doceni i polubi nas z naszymi zaletami i wadami. Kogoś, kto będzie przy nas, gdy źli na cały świat chcemy zostać sami. I kogoś, kto tylko swoją obecnością rozjaśnia ciemny pokój. Przyjacielem nie musi być osoba, z którą widujemy się codziennie. Może to być ktoś, kto mieszka na innym kontynencie, ale jeśli jest między Wami nić porozumienia -jesteście szczęściarzami. Dobry przyjaciel zawsze wie, kiedy potrzebujemy pomocy i świętuje z nami małe sukcesy i duże radości. To dzięki niemu poznajemy siebie, bo kto jak nie on wytknie nam nasze wady? Podziękujcie swoim przyjaciołom, że ich macie.

 
#Wystarczy cieszyć się z małych rzeczy. Moje małe motto życiowe. Cieszę się ze wszystkiego – z uśmiechu przechodnia, ze spadającego, żółtego liścia i świątecznych ozdób w sklepach. Moja piosenka leci w radio? Daję głośniej i na chwilę zapominam o całym świecie. Cieszę się, że mam gdzie mieszkać i że mogę iść do maka. Cieszę się, że są ze mną ludzie, których kocham. I cieszę się, że jestem szczęśliwa.

 
#Wystarczy słuchać samego siebie. To najtrudniejsza z możliwych rzeczy do zrobienia. Nie podoba Ci się ta praca? Zmień ją! Chcesz jechać na wakacje? Zrób to! Marzysz o nowym rowerze? Kup go! Nie podoba Ci się zachowanie znajomych? Powiedz im to! Oczywiście na wszystko musisz mieć plan. Rzucić pracę to nie problem. Ale znaleźć już nową? Oj tak. Planuj sobie tydzień. Planując, pamiętaj o godzinie dziennie poświęconej dla siebie samego. Możesz ją wykorzystać na kąpiel, czytanie książki, pisanie, słuchanie muzyki lub leżenie do góry brzuchem. Wierz mi, ta godzina dziennie uczyni Cię szczęśliwym!

 
Więc na co czekasz? Bierz długopis, terminarz i do dzieła! Inaczej sam siebie nie poznasz! Powodzenia!

 

 

Od­po­wie­dzi na naj­ważniej­sze py­tania każdy mu­si zna­leźć sam.

 

Cześć! To znowu ja — cicha, nieśmiała, zarumieniona, zawsze uśmiechnięta JA.
Miałam dzisiaj bardzo dobry dzień. Byłam na uczelni, przedstawiłam referat, zjadłam obiad, napisałam trochę pracy licencjackiej i zaakceptowałam siebie. Pracowity wtorek, prawda? A czy TY zrobiłeś dzisiaj coś dla siebie?